Propecia
Polska muzyka rozrywkowa w niegdysiejszej socjalistycznej Bułgarii. In memoriam Czesława Niemena PDF Print E-mail
Written by Karolka   
Wednesday, 03 March 2010 10:13
There are no translations available.

W latach 60-tych i 70-tych słynna ze swoich talentów opery Bułgaria była również "eksportem" muzyki rozrywkowej. Gwiazdy europejskiego formatu jak Emil Dymitrow czy Lili Iwanowa roznosiły sławę Bułgarii poza jej granicami, zdobywając wielbicieli nie tylko wśród publiczności obozu socjalistycznego, lecz także we Francji-śpiewając w znakomitej "Olimpii". O ile żelazna kurtyna bezlitosne zatrzymywała dostęp do informacji i kultury pozostałego świata, to istniał wspólny rynek nie tylko towarów, lecz także muzyki krajów RWPG. Dlatego więc młodzież bułgarska znała, ceniła i szalała za muzykę polską, jako że ta muzyka przypadła im do gustu swoimi walorami muzycznymi, lecz także i wyglądem zewnętrznym wykonawców. Długowłosi Polacy o pstrych wzorowanych na hipisów ciuchach - jaka przyjemna dla sfrustrowanych młodych Bułgarów alternatywa narzucanych przez władz stereotypów! Może Czytelnicy  tego artykułu nie wiedzą, że w latach 60-tych milicja bułgarska na  polecenie najwyższych władz bułgarskich aresztowała, strzygła, goliła chłopców i - O, absurd!!! - karała dziewczęta za noszenie krótkich MINI i długich MAXI-
spódnic! Więc szybko zasłynął polski muzyczny film o Johnnym Tomale - czyli "Mocne uderzenie". Piękna muzyka niezapomnianych Skaldów i Niebiesko-Czarnych, młodej i piękniej Magdaleny Zawadzkiej i to wszystko na tle Starego Miasta i parków Warszawy. To był chyba pierwszy mój kontakt z Polską i muzyką polską. W następnych latach rozpoczęła się prawdziwa "inwazja" polskich muzyków do Bułgarii, osobiście byłem na koncertach zespołu NO TO CO / młodziutka wtedy i wschodząca bułgarska piosenkarka Mimi Iwanowa wtedy miała tak daleko posunięte zamiłowanie do polskiej muzyki, że na jakiś czas wyszła za mąż za Polaka-członka zespołu NO TO CO/.W Radio Sofia - wtedy jedyne radio z dwoma programami, często słuchaliśmy i podziwialiśmy piękną  muzykę Czerwonych Gitar Seweryna Krajewskiego.  W tamtych czasach władze wydały rozkaz do Radia i cały naród bułgarski musiał  słuchać muzykę w  proporcjach - podobno 50 % muzyki rodzimej, resztę dzielono pomiędzy muzykę radziecką i tą z pozostałych krajów socjalistycznych. Dla Beatlesów nie było miejsca, za to młodzież chorowała na chroniczne niewysypianie się z powodu słuchania w nocy Radia "Wolna Europa", Luxemburg czy "Głos Ameryki. Takie sobie podwójne życie - jak Dr Jakyll i Mr Hyde powieści  Roberta Louisa Stevensona - w biały dzień piosenki Ałły Pugaczowej, która po zdobyciu w 1975 roku Grand Prix prestiżowego socjalistycznego festiwalu "Złoty Orfeusz" w Bułgarii stała się preferowaną przez władze częścią kultury muzycznej. Natomiast w nocy słuchano jakże inną muzykę…
Przypominam sobie  jakie mieliśmy techniczne "osiągnięcia" po lekcjach szkolnych, urządzaliśmy swoiste "stereo"-efekty w domu, włączając jednocześnie odbiornik TV na falach radiowych i radio, słuchając ciekawe piosenki znanych już nam polskich wykonawców.
Lata mijały, socjalizm nie chwiał się i rozsadzał wzorce kulturowe. Coraz mniej było polskiej muzyki, akcent dalej kładziono na rusyfikację Bułgarii. Już pracowałem po studiach w Polsce. Choć już zniesiono bezpośrednie transmitowanie Radzieckiej TV w środę lub czwartek - nie pamiętam dokładne, ale było! - jednak dalej Josif Kobzon i Ałła Pugaczowa byli wzorcami muzyki światowej w bułgarskim radiu i telewizji. W zakładach pracy przymusowo mieliśmy prenumerować radzieckie gazety i pisma, dzieci w szkołach - również czytały dziecięce wydania po rusku. Z lat studiów w Polsce znałem prawie że na pamięć utwory Czesława Niemena, szczególne "Dziwny jest ten  świat". Ale ten piosenkarz nie miał należytej popularności w Bułgarii, z powodu już opisanej sytuacji. Nie sądziłem, że on zostanie kiedyś zaproszony  do kraju. A jednak - był rok 1985 lub 86, jak okręgowa Dyrekcja Impresariatu   potrzebowała tłumacza z polskiego języka do występu jakiegoś polskiego piosenkarza. Jakże wielka była moja radość i duma, jak dowiedziałem się, że to Czesław Niemen ma swoje koncerty w Bułgarii. Ja miałem spotkać się z nim w hollu hotelu "Etyr" w centrum Wielkiego Tarnowa. Było dwóch panów - znałem obraz Niemena z telewizji i reklam koncertu, reklamy widniały wszędzie w mieście. Drugi mężczyzna zajmował się sprzętem elektro- i muzycznym, który mieścił się skromniutko w szarym busie /nie było wtedy R.Williamsa i Madonny ze swoimi ciężarówkami 20 - 40 - 80 ton sprzętu!/. Przydzielono Niemenowi salę w Domu kultury, należącym do Związków Zawodowych. Tam przeprowadził on swoją próbę, do której podszedł niezwykłe poważnie, choć opowiadając mu o starej stolicy bułgarskiej poinformowałem go, że to miasto jest wielkie ze względu na  kulturę i historię, ale należy raczej do przeszłości i ma tylko około 60 000 /wtedy/  mieszkańców. Niemen był skromnie ubrany, w letnich szatach, pasujących do letniej upalnej Bułgarii .Tak samo cicho i skromnie mówił. Wtedy mógł mieć - jak obliczam teraz - około 47 lat, ale lata sukcesów i popularności nie zmieniły tego wspaniałego człowieka i muzyki. Koncert rozpoczął się, akustyka sali była niezła jak na tamte czasy, głos artysty brzmiał jakoś niebiańsko. Szkoda - myślałem- że słowa są niezrozumiałe dla młodych widzów. Ale uniwersalny język muzyki stworzył nastrój, pod srogimi spojrzeniami milicjantów młode dziewczęta o gorącej krwi, z kwiatami i tańcząc wyszły na scenę, obdarowując polskich artystów całusami i kwiatami. Ten koncert był istnym wydarzeniem dla wielu ludzi. Choć dopiero w zeszłym roku dowiedziałem się, że Czesław Niemen nie żyje, jednak w moich uszach jakby jeszcze brzmi "Dziwny jest ten świat…"
Tak dziwny, że powracając do współczesnych czasów, do świata niby zjednoczonej Europy,
dziwię się, że zniknięcie granic naszego kontynentu nie pomogło zbliżaniu kultur. Nie ma już żelaznej kurtyny, ale to jakoś jednostronne - świat jest opanowany przez kulturę i muzykę anglojęzyczną. Nawet w prognozach pogody w Polsce na mapie nie istnieje Bułgaria i jej stolica Sofia. Nie ma bułgarskich słowników i książek w polskich księgarniach, tak samo nie ma śladów polskiej kultury w Bułgarii - jakby nasze cywilizacje zniknęły z map…Nie prowadziłem ankiety wśród znajomych w Polsce czy coś słyszeli o nowoczesnej Bułgarii po zmianach systemu politycznego, ale niewiele będzie to się różniło od odpowiedzi na pytanie "czy istnieje życie pozaziemskie". A może warta jest odnowa wzajemnych relacji naszych krajów?

Plamen Rusev